Hormon Przyszłej Panny Młodej

Standardowy

Podobno kobiety nie mają charakterów. Mają hormony. Można się z tym zgadzać lub nie, ale coś na rzeczy jest. Nie, nie jestem seksistką. Feministką też nie, choć do pewnych ideałów mi bardzo blisko.
Najgorzej jest podobno w ciąży. Poziom hormonów zmienia się z minuty na minutę, sekundy na sekundę. Silnym niezależnym kobietom testosteron opada do zera i płaczą na reklamach chusteczek higienicznych ((swoją drogą; niektóre naprawdę są wzruszające i słodkie). Mnie to jeszcze nie spotkało, ale niedawno zauważyłam, że coś się ze mną dzieje, nie zachowuję się racjonalnie. Nie jest to PMS, bo mnie to nie dotyczy, ciąża tym bardziej… Zaczęłam się uważniej przyglądać sobie i osobom wokół. I wiecie co? Nie jestem sama. Są w środowisku takie egzemplarze, którym z dnia na dzień odbiło. Wszystkie są kobietami. Druga rzecz, która nas łączy, to fakt, że NIEDŁUGO WYCHODZIMY ZA MĄŻ.

Założę się, żę jest w mózgu albo gdzieś jakiś ośrodek, jakiś narząd, który uaktywnia się zaraz po włożeniu na palec pierścionka zaręczynowego lub ustaleniu daty ślubu. W tym momencie wszystko się zmienia, nie myśli się, jak wcześniej. Róże przestają być różami. Są tymi ohydnymi kwiatami, które mają zbyt mięsiste kwiatki i stają się pierwszymi kandydatkami na czarnej liście kwiatków. Chabry to chwasty? Skąd! Mają takie idealne płatki do wianka. Nagle odkrywa się 80 odcieni bieli; od śnieżnej po latte z delikatną pianką (kawa z mlekiem to też biel). Dyskusja o lakierach dla paznokci przestaje być pogardzana, bo przecież został niecały rok, a JA JESZCZE NIE WYBRAŁAM KOLORU!

Przyznaję się, że zapisałam się na większość facebookowych forum dla przyszłych panien młodych. Czytam wszystkie posty, choć większość hejtuję (sorry, ale jak narzeczonemu odcięło palec, to chyba brak palca jest większym problemem niż to, że będzie nosił obrączkę na lewej dłoni i ktoś pomyśli, że jest wdowcem). Mój biedny T., kiedy czyta, co się na tych forach wyprawia, nie jest w stanie pojąć tego, że tak można. A przecież od tych szczególików zależy, jak zapamiętamy najważniejszy dzień w naszym życiu.

Z rodziną zdążyłam się już pokłócić o wszystko; o kościół (byłam gotowa osobiście przemalować tak, by pasował kolorystycznie do wymarzonej wiązanki), o listę gości (moja jest jakieś trzy razy krótsza niż ich), o sukienkę (bo po co mi ślub w październiku). Mam nadzieję, że jakoś to wszyscy wszystko przetrwamy. A 16.10.2016 r. poziom moich hormonów wróci do normy, a stopy przestaną męczyć się w szpilkach, w których naukę chodzenia rozpoczęłam.

Za mało stołów

Standardowy

Już po świętach, po wielkim święcie wyrzucania pieniędzy w niebo i po Nowym Roku. Amen. Koniec. Czas wrócić do pracy.

Święta w mojej rodzinie są bardzo rodzinne… i bardzo intensywne. Codziennie w innym miejscu trzeba być grzecznym w rajstopach, w których stopy zamarzają. W tym roku nasiliły się rodzinne narzekania na stoły. Bo dawniej razem z moimi siostrami i braćmi ciotecznymi i wujecznymi olewaliśmy to, co się dzieje przy stole i lataliśmy jak głupi po mieszkaniu. Ewentualnie bawiliśmy się w Modę na sukces. Nie pytajcie: jak? Teraz już nie bardzo wypada. Nie dość, że przy stole wypada siedzieć, to trzeba też jeść (o moim żywieniowym dziwactwie można się było przekonać w poprzedniej notce, w której poinformowałam świat, że w życiu nie jadłam pierogów ruskich). Jako że dawni bohaterowie zabaw w Modę na sukces jednocześnie dorośli, to i zaczęli zajmować miejsca przy stole. 5 miejsc. I się zaczęło. Że dawniej, to jeden stół wystarczył, ale te dzieci szybko porosły, dopiero biegały, bawiły się ładnie klockami, a teraz drugi stół trzeba ustawiać. Ale to nie były narzekania, o, nie, tak dobrze nie ma. Bo moja rodzina nie może się doczekać, kiedy trzeba będzie 3 stoły ustawiać, nawet na balkonie, ale żebyśmy wszyscy dużo dzieci mieli, bo to taka radość i teraz dzieciom to wszystko kupić można, a jak ja i reszta byliśmy mali, to na półkach nic nie było. Nie widzę przeszkód, żeby ktoś skorzystał z dobrodziejstw kapitalizmu, gospodarki wolnorynkowej, planu Balcerowicza, Hausnera i całej reszty, i kupił mi coś wspaniałego pod choinkę. Przysięgam, że rozpakowując, cieszyłabym się jak dziecko bardziej, niż dostając pieniądze, które i tak za chwilę wydam na pierdoły.

Z postanowień noworocznych: zacznę jeść jak człowiek. Wczoraj spróbowałam kiwi i galaretki. I rozwiodę się z Pepsi… albo chociaż separacja…