Jestem wyspana!

Standardowy

Raz w roku przychodzi taki dzień, że jest wielkie święto. Dzień, zwykły dzień, zwykle lipcowy. Rodzice z Blond Pięknością i Przeznaczeniem są na wakacjach, więc ja dbam o dom (no dobra, moje dbanie ograniczyło się do zakupu papieru toaletowego i wyrzucenia śmieci, które zebrałam. I kwiatki podlałam, zalewając balkon). Na ten jeden dzień w roku wszyscy dostają ode mnie wiadomość: nie dzwonić, chyba że coś by się działo z babcią/z Przeznaczeniem. Do tej pory, dzięki Bogu, nic się nie działo. Zadzwonię, jak wstanę.

Rekord życiowy wynosi: pobudka o 17.26. Dziś wstałam o 15.54. Nikt nie dzwonił, nie przeszkadzał (poza sąsiadami o 6 rano, ale po godzinie przestali wiercić). JESTEM WYSPANA. To jedno z najlepszych uczuć na świecie. Jeszcze cudowniejsze jest to, że absolutnie nic nie muszę. Chwilowo jestem bezrobotną magistrą i odpoczywam po pięciu latach (z przerwami na pisanie planu doktoratu).

Życie jest piękne! Dobrej nocy Wam wszystkim życzę :)

Jak na drodze swej życiowej spotkałam Przeznaczenie

Standardowy

Był grudzień, zimno i dopiero co wciśnięto mi na górną szczękę aparat. Jechaliśmy za Tarnów 3 godziny. 3 godziny w bólu, żeby wydać tysiaka na coś, co nie ważyło nawet 0,5 kg, gryzło ciapy, ręce i wszystko, co w zęby wpadło.

Ale po kolei.

Jako dziecko potwornie bałam się psów. Pies stryja Dolar ugryzł mnie i od tamtej pory bałam się tych zwierząt panicznie. Parę lat później w sadzie u tego samego stryja zbierałam z Tatuniem wisienki na kompot dla cioci. Sad był za domem, a Tatuń po coś posłał mnie do domu. I na drodze do tego domu spotkałam Mrówkę (przyznacie, że Stryjaszek ma wybitny dar do nadawania psom idiotycznych imion… kotom zresztą też; miał Żabę i Mrówcię). Moje darcie na nic się zdało, Tatuń był za daleko, ciocia w domu nie słyszała, a ja stałam przy schodach sparaliżowana. Nie wiem, jak to się stało, ale pozwoliłam Mrówce do siebie podejść.  Mrówka mnie powąchała i odeszła. Jakiś czas później nawet ją głaskałam. I tak się przestałam bać psów.

Parę lat po tym wydarzeniu tak ważnym w moim życiu, do mamy przyjechała koleżanka ze swoją sunią-ratlerkiem. Mamunia po tej wizycie stwierdziła, że kupimy sobie pieska. Najpierw miał być ratlerek, potem labrador, ale jak zobaczyła u sąsiadki Babuni Ikę, małą yoreczkę, stwierdziła, że będzie york, bo yorki takie piękne i mądre.
Od jej obietnicy do spotkania z Przeznaczeniem minęły ze 3 lata, w czasie których chciałam się rzucać do Kamiennej, obiecywałam, że będę się lepiej uczyć (żeby nie było, średnia mi nie spadała poniżej 5.0), że będę sprzątać itd. itp.

Wróciłam pewnego dnia od dentysty, był 6 grudnia (środa), szczena bolała jak nie wiem, bo miałam naprawiane najboleśniejsze ząbki przed założeniem aparatu. Poprosiłam Tatunia, żeby w ramach prezentu zadzwonił gdzieś i zapytał, po ile są małe yoreczki. Tatuń zadzwonił i za chwilę usłyszałam, że w takim razie za 2 tygodnie się po pieska zjawimy.

Mamunia się wściekła i zadzwoniła do koleżanki w celu poinformowania jej, że ma męża idiotę i na wszystko dzieciom pozwala i że ona ani grosza na psa nie da, że ma mieszkanie po remoncie, że rano wstawać nie będzie, wypalając przy tym papierosy. Koleżanka jej na to, żeby Mamunia dała jej numer telefonu do Pani od yorków i się rozłączyła. Mamunia powydzierała się trochę na tatę, na mnie, na Blond Piękność, żeśmy nieodpowiedzialni i jak żyć?! Darcie się przerwał telefon od Koleżanki, która poinformowała Mamunię, że będziemy rodziną, bo ona po pieska jedzie w sobotę. Słuchawkę przejął Tatuń i powiedział Mamuniowej Koleżance, że w takim razie jedziemy wszyscy w piątek. Jak powiedział, tak też uczynił. Zobowiązałam się przekazać cały majątek z bierzmowania na yorka i zaczęłam się cieszyć jak głupia. Szczęka przestała boleć.

2 dni później, po powrocie ze szkoły, ja, Kachna posprzątałam mieszkanie. I to nie tak, że pomiziałam ściereczką i koniec. Nieeeee, dokładnie posprzątałam. I kupiłam dwie wielkie miski w kształcie serc. Dopiero kiedy zobaczyłam mój Zakup, zorientowałam się, że miski mogą spokojnie służyć jako wanna.

Nadszedł dzień wyjazdu. Bałam się, że rodzice się rozmyślą. Tym bardziej, że kiedy włożono mi na ząbki aparat, zaczęłam się zwijać z bólu, było ciemno, wieczór, późna godzina na jakiekolwiek jazdy. Ale pojechaliśmy w składzie: ja, Tatuń, Mamunia, Blond Piękność i Mamuniowa Koleżanka.

Po przyjeździe na miejsce poznałam tragiczną historię brata Przeznaczenia, który dzień przed naszym przyjazdem spadł ze schodów i umarł :( Poznałam też jego mamę i starszą siostrę. Jakie one były piękne i grzeczne! Dawały się głaskać i były bardzo przyjaźnie nastawione, choć wiedziały, że dzieciątka, którymi obie się opiekowały, zostaną im zabrane.

Rodzice rozmawiali z właścicielami Przeznaczeniowej mamy i siostry, a ja siedziałam na schodach i zerkałam na Fakty. Była 19.07, a pani, od której Przeznaczenie mam, podała mi na ręce taką małą, włochatą, czarną kulkę. Kulka na mnie spojrzała, ziewnęła i poszła spać dalej. To był najwspanialszy moment mojego życia. I jednocześnie najtragiczniejszy. Poczułam tony odpowiedzialności, która na mnie spadła, ale nie poczułam jeszcze takiej miłości, jaką, wydaje mi się, że powinnam poczuć. Myślałam, że będzie jak przy narodzinach dziecka; że się bierze na ręce i od razu bezgranicznie kocha. Miłość przyszła z czasem, następnego dnia, kiedy Przeznaczenie biegało po mieszkaniu Babuni podczas jej imienin. Wzięliśmy 2 pieski (jeden dla mnie, drugi dla Mamuniowej Koleżanki) i pojechaliśmy do Starachowic. Moja Kulka miała jeszcze ryże elementy. Przeznaczeniowy Braciszek był calutki czarny. Myślałam w samochodzie o podmianie Maluchów, ale zostałam przy swoim.

O 22:47 Przeznaczenie weszło do swojego nowego domu. Było przerażone, nie wiedziało, co się dzieje. Bardzo śmiesznie chodziło, to taka mała kulka tuptająca jak pijana po podłodze. Pamiętam, jak nas wąchał, jak wąchał miskę, w której miał mnóstwo wody, ale już wtedy zaczął przejawiać swe burżuazyjne i władcze podejście do życia, kiedy to pił wodę jedynie z palca Tatunia… Miliony uczuć w sobie miałam: od szczęścia, po strach, przerażenie, po wewnętrzny spokój i niepokój jednocześnie. Nie da się tego z niczym porównać.

Dziś Przeznaczenie kończy 8 lat. Jest moim maleńkim Syneczkiem. Dlaczego? Bo go wychowuję od dnia, kiedy skończył 40 dni, bo karmiłam go mlekiem, w którym maczałam palec, żeby był najedzony, a mleka się brzydzę. Bo chodzę z nim do lekarza i pozwalam sobie wbijać igłę między palcami w Przeznaczeniowe ciałko, bo nie chcę go zostawiać w gabinecie samego, choć igieł boję się nawet w telewizji, nawet, gdy teraz o tym piszę. Bo go kocham jak nikogo na świecie, bo jest moim największym Skarbem, bo uwielbiam jego zapach, bo jest cały mój.

Lulu

Totalne szaleństwo

Standardowy

Ostatni tydzień to istne szaleństwo; Mamunia czekająca na wyrok od onkologa, Przeznaczenie z chorą wątrobą, zwijające się z bólu, Tatuń chory, bo inaczej nie wypadało i stryjaszek, który, żeby nam się nie nudziło za bardzo, z trzecim zawałem (w środku nocy, a jakże) i zapaleniem płuc. Weekend spędziłam, słuchając Mamuni, która narzekała, że umrze i bez niej sobie nie poradzę… i Tatuń sobie też nie poradzi, bo Blond Piękność to wszystko umie, bo po niej to ma. W międzyczasie parokrotnie odwiedziłam starachowicki OIOM, odciągając 87-letnią Ciocię od łóżka Stryjaszka, którym to przez całe życie się ona opiekowała, jak również odciągając ją od pielęgniarek/pań salowych/lekarzy/przechodniów, żeby powiedzieli, co z jej bratem. Istne szaleństwo! Na szczęście ze wszystkimi już lepiej, Stryjaszek dochodzi do siebie, Mamunia odebrała wynik, z którego wynika, że guz był niezłośliwy, a tak w ogóle do biopsji pobrali tyle, że wycięli całość przez zupełny przypadek i wszystko dobrze się skończyło.
Przeznaczenie jest na przymusowej diecie i się przytula. I bardzo mnie kocha, kiedy mam jakiekolwiek jedzenie. Przez pierwsze minuty jestem twarda, ale jak zaczyna drapać, tak patrzeć swoimi pięknymi czarnymi oczkami… Przyznaję się, dzielę się. Odrobinką, ale nawet to go cieszy, a jak on się cieszy, to ja pękam ze szczęścia.
Dzięki Bogu moje Maleństwo już mi zdrowieje, co objawia się olewaniem mnie totalnym, brakiem chęci przytulania i powróceniem do mojego łóżka. Bo Przeznaczenie chore, to Przeznaczenie przytulające się, nie opuszczające na krok, ale już śpiące na podłodze. Na szczęście z tym koniec. Naprawdę wolę, kiedy mnie olewa, bo wiem, że wtedy nic nie boli i ma siłę, żeby się obrażać i awanturować.

Dziś moje Słonko było na dłuuuugim jesiennym spacerze i z tej okazji – premiera Przeznaczenia w Blogosferze :) Prawda, że jest najpiękniejszą istotką na świecie?

przeznaczenie

Kolejka, czyli Przeznaczenie u lekarza

Standardowy

Dziś znowu o kolejce, ale tym razem o kolejce u lekarzy. Konkretnie u weterynarzy.

Przeznaczenie się rozchorowało, ja od poniedziałku umierałam ze strachu i codziennie ryczałam, że to takie maleństwo, takie biedne, a takie chore :(
Od poniedziałku prawie codziennie odwiedzamy gabinet weterynaryjny. Że pan doktor i pani doktor są świetnymi lekarzami, a przy tym bardzo miłymi, zarówno dla swoich pacjentów, jak i ich rozhisteryzowanych właścicieli, na wejście do gabinetu trzeba poczekać. Zawsze uważałam, że ludzie posiadający zwierzęta są fajniejsi. Przynajmniej w kolejce u lekarza. Tam nie ma przepychania się, kłócenia. Jest taka wielka troska o zdrowie WSZYSTKICH szczekających/miauczących/wydających inne dźwięki pacjentów. Jak maleństwo jest bardziej chore czy przestraszone, czekający w kolejce sami proponują, żeby wejść z taką istotką wcześniej. Nikt nie robi awantur, że u lekarza się siedziało za długo, bo każdy wie, że nikt nie robi tego dla rozrywki, a po to, żeby zwierzaczkowi pomóc.
W samym gabinecie też jest miło. W ogóle weterynarze mają jakieś lepsze podejście do ludzi i do zwierząt. Zawsze witają się i z Przeznaczeniem i ze mną. I tak ze wszystkimi. Zawsze Przeznaczenie jest bardzo dokładnie badane, wywiad jest taki, że pewnie u prywatnego lekarza za 200 zł nie zawsze taki jest. Nikt na zwierzętach nie eksperymentuje, że może to pomoże, może to. Bez badań, bez diagnozy, nie jest podejmowane leczenie. Nie generalizuję, nie twierdzę, że wszyscy lekarze dla ludzi olewają, ale gdybym miała możliwość, wolałabym się leczyć u Przeznaczeniowych lekarzy :P