Punkt widzenia

Standardowy

Punkt widzenia zmienia się z punktem siedzenia.
Siadłam więc. I to za kierownicą. Pędzę po mieście 40 km/h. Przez najbliższy czas będziecie zadręczani moimi przemyśleniami dotyczącymi przepisów o ruchu drogowym, szerokości dróg i im podobnym.

I tak z pieszego stałam się kierowcą. Zawsze jestem ostrożna. Czasem aż za, ale lepiej dmuchać na zimne. Przechodząc przez ulicę, zawsze się rozglądam: w lewo, prawo, w lewo i na ulicy. Po prostu nie chcę, żeby ktoś mnie zabił. Jak zbliża się „elka”, to odchodzę od krawężnika, żeby nie utrudniać życia przyszłemu kierowcy. Jak się zapewne domyślacie, zmierzam do tego, że nie wszyscy tak robią. Nie, nie wymagam dla siebie specjalnych praw. Ani dla kursantów, dla kierowców, dla nikogo. Wymagam tylko tego, żeby ludzie myśleli. Żeby się ROZGLĄDALI. To naprawdę nie jest czasochłonne.

Jechałam sobie (bardzo wolno) i zbliżałam się do przejścia dla pieszych. I nagle wybiegają mi na ulicę dzieci. Byłam na tyle daleko, że zdążyłam zahamować, ale nie oszukujmy się, przy 50 km/h nie zawsze kierowca zdąży. Kiedy byłam dzieckiem, to przez ulicę przechodziło się, trzymając jedną rękę w górze, żeby być lepiej widocznym. Nie wiem, czy panie przedszkolanki nie zabierają dzieci na spacery czy rodzice nie mają w ogóle kontaktu ze swoimi pociechami, ale DZIECI NIE POTRAFIĄ PRZECHODZIĆ PRZEZ JEZDNIĘ. Tak, wiem, że są małe i obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. To mogę znieść. Ale jak mi przechodzi przez pasy wychodzi na pasy czy na jezdnię matka z wózkiem i odwraca głowę w kierunku przeciwnym do mojego i udaje, że nie widzi, to wszystko opada. Nie wiem, czy wydaje jej się, że jak mnie nie widzi (i, oczywiście, nie słyszy), to jej nie ma. Tak mają dzieci, że jak zakryją oczka łapkami, to myślą, że ich nie ma i są zwolnione z wszelkiej odpowiedzialności. Jak ktoś jest głupi i odpowiada za siebie, chce zginąć, ok. Ale matka z dzieckiem?! Wydaje mi się, że takie kobiety powinny być szczególnie wyczulone na niebezpieczeństwo. Najgorsze jest to, że zdarza się to coraz częściej.

Przejście dla pieszych to miejsce, gdzie pieszy może bezpiecznie przejść, a nie wejść na drogę i mieć wszystko gdzieś. Ma obowiązek rozejrzeć się i sprawdzić, czy sam nie jest zagrożeniem dla innych.

Nie piszę tego dlatego, że jestem po czwartej jeździe i pozjadałam wszystkie rozumy, bo jednak dużo częściej do poruszania się używam nóg, czasem jeżdżę jako pasażer. Po prostu wiem, że zwykle, kiedy jest jakiś wypadek, winę zwykle ponosi kierowca.

Letnie szaleństwo

Standardowy

Jeździłam! Szalałam tak, że sam poseł Lipiec by mnie nie dogonił. 20 km/h! I jak tylko widziałam, jak zbliżam się ponad 20, zwalniałam do 15. Dziś ominęłam dwie przeszkody, jechałam pod górkę, skręcałam w lewo i prawo. Uwierzcie mi, pękam z dumy. Jeszcze w piątek wieczorem myślałam, że mam za mało nóg, kierownica kręci się tylko trochę (ostatnio trzymałam ją jako dziecko i na postoju nie kręci się tak, jak przy jeździe), a w lusterka, to trzeba we wszystkie jednocześnie patrzeć. Nie zmienia to faktu, że kierowca strasznie dużo rzeczy musi jednocześnie wykonać. Albo niejednocześnie i wtedy jest problem, bo samochód gaśnie. Pamiętajcie: jak gaz, to nie sprzęgło.

Życzcie mi powodzenia i szerokiej drogi (w ogóle kto wymyślił, żeby te drogi takie wąskie były?!).

Uwaga, będę jeździć!

Standardowy

Wygrałam kurs prawa jazdy. Tak, wszystkim, którym powiedziałam, też zrobiło się bardzo wesoło i zaczęli żarciki: jak będziesz za kółkiem, to trzeba dać do gazet, żeby z domu nie wychodzili. Hahaha, no umrę ze śmiechu.
Tak czy siak będę jeździć. Samą mnie to trochę przeraża, ale dam sobie radę, w końcu zdolna jestem :)

Nad zrobieniem prawka zastanawiałam się już od jakiegoś czasu. Ale a to pogoda za dobra (bo w mądrej swej główce wykminiłam, że najlepiej, to jak się będę uczyć przy temperaturze -50 stopni Celsjusza, na Grenlandii w najzimniejszym okresie, bo wtedy żadne warunki mi nie będą straszne), a to studia, a to lenistwo i stwierdzenie: no przecież są tramwaje. Koniec końców jeden z tygodników w mym rodzinnym mieście ogłosił konkurs i WYGRAŁAM! Zasady tegoż były niezwykle trudne: trzeba było odpowiedzieć SMS-em na pytania dotyczące prawie o ruchu drogowym (T. pomagał) i ostatnie – czy mamy w Polsce ruch prawostronny (z tym dałam radę sama).

I się zaczęło. Przysięgam, nie wiem, kto wymyślił, że jak jadą samochody naprzeciw siebie, jeden skręca, to ma drugiego z prawej strony i wtedy on ma pierwszeństwo. I trzeba to wiedzieć nim się skręci. W ogóle strasznie dużo rzeczy trzeba wiedzieć i przewidzieć i mój umysł jest na to zbyt analityczny. Nie, nie za wolny. Analityczny. Lubię wszystko przeanalizować, rozpatrzeć wszystkie możliwości, a tu – trzeba ruszać, bo blokuje się ruch. Nie ogarniam, jak można zrobić samochód tak, żeby do dwunożnego człowieka dać trzy pedały. No ale jak to tak skakać? A jak noga poleci? Co wtedy? Tak, wiem. Magiczne słowo: KOLIZJA. To najczęściej słyszane przeze mnie słowo w ostatnim czasie. Mam nadzieję, że żadnej nie spowoduję.

Jazdy zaczynam w przyszłym tygodniu. Cała teoria od pani Marty już za mną, teoria, którą wykłada mi tatuń dowodzi, że teoria wykładana przez panią Martę jest głupia, bo i tak większość kierowców jej nie zna i ma gdzieś. Bo tak w ogóle prawie wszyscy kierowcy to idioci, jak oni jeżdżą, a ci, co te znaki tak ustawiają, to w ogóle pojęcia o niczym nie mają. I co za kretyn pozwolił postawić tu tę reklamę?!

Miłego wieczoru Wam życzę i proszę o mocne trzymanie kciuków, bo zbliża się PIERWSZA JAZDA.